Resuscytować każdy może

Resuscytować każdy może

z  Mirosławem Czuczwarem – anestezjologiem, instruktorem resuscytacji rozmawia Maria Przesmycka

 

 

• Pod koniec 2010 roku Europejska Rada Resuscytacji wydała nowe wytyczne prowadzenia resuscytacji. Zmieniają samo podejście do resuscytacji jak i konkretne procedury. Jakie są te najważniejsze zmiany?

– Rada mocno podkreśla i szeroko propaguje podstawową zasadę, że resuscytować powinien umieć każdy, to nie jest czynność zarezerwowana dla lekarzy specjalistów – anestezjologów, ratowników medycznych. O przeżyciu nie decyduje ekipa ratunkowa, która przyjedzie do zatrzymania krążenia po 10 minutach, tylko ten kto natychmiast podejmie akcję. Po 5 minutach od zatrzymania krążenia mózg obumiera i nawet najlepiej wyszkolony ratownik nie przywróci pacjentowi życia.

Od czasu wydania pierwszych wytycznych resuscytacji w 2000 roku zalecane postępowanie zostało znacznie uproszczone i w coraz większym stopniu kierowane jest do zwykłych ludzi. To największy plus nowych wytycznych, bo szansa, że pacjent „zatrzyma się” w obecności anestezjologa czy na schodach pogotowia ratunkowego jest naprawdę znikoma.

 

• Jak powinniśmy się zachować, gdy jesteśmy świadkami nagłego zatrzymania krążenia?

– Najlepiej obrazuje to tzw. łańcuch przeżycia, składający się z kilku ogniw – jednakowo ważnych. Po pierwsze, trzeba jak najszybciej rozpoznać, że mamy do czynienia z NZK. Według nowych wytycznych nie trzeba już szukać tętna, co dla laików bywa dużym problemem i zajmuje bezcenny czas – wystarczy potrząsnąć chorego za ramię, zawołać, a gdy nie mamy odpowiedzi, od razu udrożniać drogi oddechowe, najlepiej przez maksymalne odgięcie głowy i sprawdzenie, czy pacjent oddycha.

Jeżeli przez 10 sekund nie czujemy i nie widzimy oddechów lub mamy do czynienia z tzw. rybimi, agonalnymi oddechami, natychmiast dzwonimy po pogotowie i rozpoczynamy resuscytację krążeniowo-oddechową wg schematu: 30 uciśnięć (środek klatki, głębokość 5-6 cm), 2 oddechy. Jeżeli nie chcemy lub nie umiemy wykonać oddechów, ograniczamy się tylko do uciskania klatki piersiowej – 100 razy na minutę. Kluczowe znaczenie ma ciągłe, nieprzerwane uciskanie kl.piersiowej. Najgorszym wyjściem jest wstrzymanie się od działań.

Jeżeli mamy dostęp do automatycznego defibrylatora zewnętrznego (AED), powinniśmy użyć go najlepiej w ciągu 3 minut od zatrzymania krążenia, wtedy szansa chorego na przeżycie wzrasta nawet do 70%. Niestety, w Lublinie mamy dopiero kilka takich bezcennych dla ratowania życia urządzeń (m.in. w Plazie i na KUL-u). Ich użycie jest dziecinnie proste, sam aparat prowadzi nasze działania głosem i rysując obrazki.

W tym czasie zwykle pojawia się już pogotowie, przejmując akcję resuscytacyjną. I tu także zmieniają się zasady postępowania. Po pierwsze, wytyczne kładą zdecydowanie mniejszy nacisk na intubację dotchawiczą i szybkie uzyskanie wkłucia dożylnego. Zamiast intubacji proponuje się używanie masek krtaniowych (lub innych urządzeń tego typu, np. rurek krtaniowych) – prostszych i bezpieczniejszych w użyciu. Nie ma też potrzeby szybkiego zakładania wkłucia dożylnego, bo może to opóźnić rozpoczęcie uciskania klatki piersiowej, a poza tym udowodniono, że leki podawane w NZK, są mało skuteczne. Obecnie zrezygnowano z podawania atropiny, a wodorowęglan sodu potocznie nazywany bikarbonatem jest wręcz przeciwwskazany poza przypadkami udowodnionej hiperkaliemii czy zatrucia trójcyklicznymi lekami przeciwdepresyjnymi. Pozostała jedynie adrenalina i amiodaron, które pojawiają się dopiero na końcu postępowania, jeśli do zatrzymania krążenia doszło w mechanizmie defibrylacyjnym. Wytyczne zachęcają też do stosowania terapeutycznej hipotermii (schładzanie temperatury ciała do 32-34 st. na 12-24 godzin), która znacząco zwiększa szanse przeżycia chorego.

 

• Eksperci Rady twierdzą, że gdyby wszyscy świadkowie nagłego zatrzymania krążenia (NZK) jak najszybciej rozpoczynali akcję resuscytacj można by uratować od śmierci – zwykle przedwczesnej – 100 000 Europejczyków rocznie. To działa na wyobraźnię.

– Najważniejsze jest jak najszersze dotarcie z tymi informacjami do zwykłych ludzi i przekonanie ich, że tak naprawdę każdy powinien wiedzieć, jak zachować się w takiej sytuacji i bez wahania podjąć działanie.

 

• A jak u nas wygląda w praktyce udzielanie pierwszej pomocy człowiekowi dotkniętemu NZK?

– W 90% świadkowie NZK ograniczają się do wezwania pogotowia, uważając, że to dokładnie tyle ile powinni i mogą zrobić dla chorego.

 

• Wielu boi się pewnie dotknąć umierającego człowieka, by niefachową pomocą nie pogorszyć jeszcze jego stanu.

– Zawsze powtarzam studentom, że jeśli mamy do czynienia z zatrzymaniem krążenia, to gorzej już być nie może, nie można zaszkodzić komuś, kto już umarł. Możemy tylko polepszyć jego stan. Potwierdzają to badania Europejskiej Rady Resuscytacji, z których wynika, że skutki ewentualnego nieprawidłowego wykonywania resuscytacji są nieistotne. Nie można też pociągnąć takiej osoby do odpowiedzialności prawnej – nie można ukarać za chęć niesienia pomocy w stanie wyższej konieczności.

 

• Ale biały personel – lekarze i pielęgniarki mają chyba wyuczony odruch natychmiastowego rozpoczynania resuscytacji?

– W wielu szpitalach wciąż pokutuje przekonanie, że wystarczy jak najszybciej wezwać anestezjologa… Poza tym, wiedzę o resuscytacji trzeba odświeżać, najrzadziej co 5 lat, a wiele osób zatrzymało się na informacjach ze studiów sprzed wielu lat. Powoli to się zmienia. W PSK-1 wprowadziliśmy przed rokiem procedury postępowania w stanach zagrożenia życia. Przez 3 miesiące zespół ds. monitorowania jakości podejmowania czynności resuscytacyjnych, czyli lekarze z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii przeszkolili wszystkich pracowników białego personelu w zakresie podstawowych działań resuscytacyjnych. Wydaliśmy 1600 certyfikatów. Wcześniej udało i się zorganizować taki kurs w pogotowiu w Bychawie, w najbliższym czasie mam zaproszenie do szpitala w Biłgoraju, który chce przeszkolić w resuscytacji noszowych, żeby mogli pomagać lekarzom w powadzeniu akcji resuscytacyjnych.

 

• Gdzie można się nauczyć prawidłowego postępowania w stanach nagłego zatrzymania krążenia?

– Jest wiele instytucji i firm prowadzących tego rodzaju kursy i szkolenia z Polską Radą Resuscytacji w Krakowie na czele. Bez trudu można znaleźć je w Internecie, podobnie jak najnowsze wytyczne Europejskiej Rady Resuscytacji. Ale nie zawsze potrzebny jest certyfikowany kurs. Wystarczy dobrze przeprowadzone szkolenie wewnętrzne.

Dr n. med. Mirosław Czuczwar (ur. 1979), asystent naukowo dydaktyczny w II Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii UM w Lublinie, przewodniczący Zespołu ds. Monitorowania Jakości Prowadzonych Czynności Resuscytacyjnych w SPSK nr 1 w Lublinie, wykładowca i instruktor z zakresu resuscytacji oraz postępowania w stanach nagłego zagrożenia życia.