Mój Pan… doktor

Mój Pan… doktor

 

Bojowy pies z Majorki, tak fachowo brzmi nazwa rasy, której przedstawicielką jest siedmioletnia Milka – „rodzinny pies rasy marysińskiej” – jak o niej mówi właściciel, dr Jacek Bicki, chirurg z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Leczenia Żywieniowego SPSK 4 w Lublinie. – Marysińska rasa, bo mieszkamy w Marysinie – dodaje.

– Milka rzeczywiście ma groźny wygląd, ale właśnie o to nam chodziło, kiedy zaczęliśmy zastanawiać się nad posiadaniem psa – wspomina. – Chcieliśmy, aby odstraszał potencjalnych złodziei i nieproszonych gości, takich jak choćby ten, który okradł samochód mojej żony. No i udało się, Milka straszy skutecznie, ale tylko wyglądem – poza tym to chodząca łagodność. Chociaż ma swoje grzeszki – śmieje się doktor – Lubi gryźć się z innymi sukami i gdybyśmy jej na to pozwolili, pewnie szybko stałaby się postrachem całej okolicy, w końcu waży 40 kg! Na szczęście jest dość powolna, więc ani koty ani inna zwierzyna nie powinny czuć się zagrożone. Zanim Milka się rozpędzi, potencjalna ofiara już dawno zdoła uciec. Tak więc całą swoją energię Milka wyładowuje obszczekując… ptaki w ogrodzie! Jakoś nie lubi, jak urzędują między „jej” drzewami.

Milka trafiła do domu państwa Bickich, kiedy miała 6 tygodni. – Imię dla szczeniaczka jeszcze w drodze do domu wymyśliły dzieci: „Milka, bo tak kochana jak czekolada – opowiada dr Bicki. Od początku cała rodzina bardzo dbała, aby pies nie wszedł nikomu na głowę, nie zdominował, w końcu to nie ratlerek. – Dostaliśmy podręcznik o wychowywaniu psa, co okazało się bezcenne. Później Milka poszła też do psiej szkoły. Dzisiaj każdy z nas może czuć się bezpiecznie przy Milce, dowodem niech będzie to, że suka dzieli się z nami swoimi przysmakami, a my możemy wejść do jej legowiska.

Jakiś czas temu Milka została matką aż 12 szczeniaków. – Przeżyło 9 i wszystkie rozdaliśmy sąsiadom. To teraz najszybsze psy w okolicy. Ich ojcem był wilczur. Nigdy wcześniej nie miałem żadnych zwierzaków, od dziecka mam alergię na sierść, ale okazuje się, że wszystko można pokonać. I teraz nie wyobrażamy sobie życia bez psa – kończy dr Bicki.

Anna Augustowska