Standardy – czekamy na więcej

        DIAGNOZA WSTĘPNA        

Standardy – czekamy na więcej

 Obywatel pytany dzisiaj o kasę chorych, najprawdopodobniej prędzej skojarzy tę nazwę z grupą bluesową niż z ochroną zdrowia. A przecież dla nas, koniec lat dziewięćdziesiątych i powstanie kasy to była nadzieja na nową jakość na wyższym poziomie. Wydawało się, że system ubezpieczeniowy nieodzownie jest związany z szybkim wyznaczeniem standardów w medycynie. W 1998 roku zostało wydane rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie postępowania oraz procedur medycznych przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu anestezjologii i intensywnej terapii. Później minęły długie lata oczekiwań, w których ze strony państwa praktycznie niewiele się działo. Dużą aktywność wykazywały za to towarzystwa naukowe, które opracowywały i systematycznie aktualizowały standardy medyczne. Wydawało by się, że nie ma o co kruszyć kopii. Przecież nauka na studiach medycznych, następnie program realizowanych specjalizacji oraz kształcenie w ramach towarzystw naukowych – zapewnią wysoki poziom wiedzy, w tym co do metod diagnostycznych, leczniczych, zapobiegawczych i co do kontroli procesu leczenia. Są to właśnie elementy standardu medycznego, a więc stosowane podczas wykonywania zawodu. Tak powinno być, bowiem dodatkowo ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty nakłada „obowiązek wykonywać zawód zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej…”. Uważam, że musi tak być, bowiem wynika to z ogólnej normy zawartej w art. 68 Konstytucji (każdy ma prawo do ochrony zdrowia). Jak uważa prof. Marek Safjan: „…postanowienie konstytucji, gwarantujące prawo do ochrony zdrowia zawiera w sobie nakaz respektowania pewnego, koniecznego poziomu jakości świadczeń medycznych, poniżej którego można by dostrzegać naruszenie gwarancji konstytucyjnej”. I dalej: „poziom wymaganej jakości świadczeń medycznych musi pozostawać m.in. w ścisłej zależności od spełnienia postulatu równego dostępu benefi cjentów do świadczeń medycznych. Oznacza to obowiązek i konieczność zarazem operowania standardem, który może być w danych warunkach i w danym czasie traktowany jako swoiste optimum. Wypracowanie takiego optimum (obowiązującego standardu) jest obowiązkiem władzy publicznej.” Nie wystarcza więc wiedza, jak powinno i jak musi być. Czasy funkcjonowania Kasy Chorych i NFZ-tu pokazały, że standardy, zawarte w rozporządzeniu ministra zdrowia, obowiązujące w anestezjologii i intensywnej terapii, utrudniają znacząco wszelkiego rodzaju pomysły dotyczące zmniejszania w tym zakresie nakładów. Można swobodnie to robić gdzie indziej. Gdyby np. zostało wydane rozporządzenie w sprawie standardów obowiązujących w stomatologii, może nie byłyby w naszym w województwie zmniejszone dla niej środki na rok 2011 poniżej przyznanych w roku 2009, a także w roku 2008. Wydaje się też, że gdyby obowiązywały standardy w większości dziedzin medycyny, wołanie o fi nansowanie na poziomie powyżej 6% PKB nie pozostawałoby bez echa. Dlatego jeszcze w 2007 roku, na stronie internetowej ministerstwo zdrowia twierdziło, że standardy nie mają charakteru prawnego. Dla nas, lekarzy, ważny jest jeszcze aspekt bezpieczeństwa i odpowiedzialności, gdyż w razie zarzutu błędu w sztuce lekarskiej działania lekarza są oceniane w kontekście obowiązujących standardów. Tak więc niewątpliwe jest, że standardy mają na celu zapewnienie właściwego poziomu i jakości świadczeń zdrowotnych. Osiągnąć ten cel chcą wszyscy – lekarze, społeczeństwo, a rząd… być może. W październiku przyjęty został przez Radę Ministrów pakiet projektów ustaw zdrowotnych. Wszyscy odbiorcy tych ustaw twierdzą: będzie gorzej. Chciałoby się krzyknąć słowami piosenki „to nie tak panowie, nie tak” (w tej piosence jest jeszcze coś o dwóch lewych rękach). Jeżeli nie tak, to jak należy realizować obowiązek władzy publicznej? Odpowiedzią jest wydane we wrześniu bieżącego roku rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie standardów postępowania oraz procedur medycznych przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej sprawowanej nad kobietą w okresie fi zjologicznej ciąży, fi zjologicznego porodu, połogu oraz opieki nad noworodkiem. Nie mnie oceniać zawartość merytoryczną rozporządzenia, ale pewien jestem, że kierunek jest właściwy. Według mojej wiedzy, do tej pory standardy w randze aktu prawnego obowiązują jeszcze w anestezjologii i intensywnej terapii, w ratownictwie medycznym, w laboratoriach diagnostycznych i mikrobiologicznych oraz dotyczą wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia zakładów opieki zdrowotnej. Czekamy na więcej, tego chcemy.

Janusz Spustek