Trudna droga na szczyt

Trudna droga na szczyt

z Andrzejem Mielcarkiem, dyrektorem SP Szpitala Wojewódzkiego im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu rozmawia Jerzy Jakubowicz

 

 

• Zdobycie w 2009 r. pierwszego  miejsca w województwie, w rankingu szpitali publicznych „Rzeczpospolitej” to wielki sukces.

– To prawda, ale bynajmniej nie było to dziełem przypadku. Złożyła się na to wieloletnia praca całego zespołu. Przydało się też moje doświadczenie, które zdobywałem najpierw jako dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Zamościu, a następnie jako lekarz wojewódzki w Zamościu. Do pracy w szpitalu im. Papieża Jana Pawła II przyszedłem w 1994 r., gdy obiekt był na ukończeniu, po ponad 20-letniej budowie.

 

• Jakie działania w szpitalu umożliwiły ten sukces?

– Rozstrzygające były rady Centrum Monitoringu Jakości, które podpowiedziało nam, jakie standardy musi spełniać szpital, aby otrzymać upragniony certyfikat. Miałem cenny kapitał – młodych ludzi, którzy chcieli podjąć wyzwanie. Zaczęliśmy wprowadzać procedury, które były niezbędne do otrzymania certyfikatu. Nie zdawaliśmy sobie wówczas sprawy, jaka czeka nas ciężka praca. Pierwsza kontrola nie wypadła zadowalająco. Obok wprowadzenia nowych standardów, obejmujących wszystkie jednostki naszej placówki, od oddziałów szpitala po kuchnię i sprzątanie, trzeba było przełamać dotychczasowe przyzwyczajenia personelu. Jednak ta ciężka praca zaczęła przynosić efekty. Po drugiej kontroli, na liście Centrum znaleźliśmy się na 3 miejscu. Ale prawdziwa bomba wybuchła w 2002 r., gdy w rankingu „Newsweeka” zostaliśmy uznani za najlepszy szpital w kraju. Zaskoczenie naszych konkurentów było olbrzymie, powszechnie pytano: Gdzie jest ten Zamość!?

 

• Szpital jest znany ze świetnych specjalistów i nowoczesnej aparatury.

– Początkowo bardzo pomogli nam Włosi, otrzymaliśmy od nich pierwszy tomograf i angiograf. To umożliwiło rozwój kardiologii (kierowanej przez dr. hab. Andrzeja Kleinroka), dziś uznawanej często za najlepszą w województwie [piszemy na ten temat szerzej na str. 10-11]. Mamy też świetnie wyposażony oddział położniczy.

 

• Jak udało się ściągnąć tylu świetnych specjalistów?

– Szukaliśmy ich wszędzie. Szpital jest nowy, doskonale wyposażony, więc łatwiej było namówić specjalistów na objęcie u nas ordynatur. Staraliśmy się dać im pełną samodzielność zawodową, zapewnić mieszkania i w miarę możliwości sprostać oczekiwaniom finansowym. Nowi szefowie ściągnęli za sobą swoich młodszych kolegów. Obecnie ci młodzi koledzy pozakładali rodziny, pobudowali domy i wszystko wskazuje, że zostaną w Zamościu na stałe.

 

• A wyposażyć szpital w tak nowoczesną aparaturę?

– W tej kwestii mamy życzliwe zrozumienie w Urzędzie Marszałkowskim (otrzymaliśmy nowy tomograf), zdobywamy dotacje z programów Unii Europejskiej, bierzemy udział w każdym programie Polcard. W ostatnich tygodniach uruchomiliśmy rezonans magnetyczny, zakupiony z funduszy Ministerstwa Zdrowia za 4 mln zł. W tych staraniach o pieniądze bardzo pomagają nam nasze wysokie miejsca w rankingach. Nie zapominają o nas także Włosi, od których otrzymaliśmy sprzęt za 5 mln zł, m.in. najnowszą aparaturę do rozbijania kamieni, jakiej nie ma żaden szpital w Lublinie.

 

• Czy ma pan receptę na utrzymanie pozycji lidera wśród szpitali?

– Nie wolno spoczywać na laurach, cały czas musimy wprowadzać nowe procedury – dzięki rezonansowi magnetycznemu otrzymamy 17 nowych punktów do klasyfikacji rankingowej.

 

• Jak wygląda kontrakt z NFZ na 2010 r.?

– Kiedy zaczynałem pracę w szpitalu w 1994 r. budżet roczny szpitala wynosił 38 mln zł, a teraz 144 mln zł, ale obecnie wykonujemy ponad 3 razy więcej świadczeń. W ciągu roku mamy 24 000 hospitalizacji. NFZ łącznie nie zapłacił nam 29 mln zł, a w tym roku zmniejszył nam kontrakt o 4%, choć wdrożyliśmy nowe, wysokospecjalistyczne procedury. Nie mamy wyjścia, musimy zacząć odsyłać pacjentów, ale to jest tragedia, bo w Zamościu nie ma innego tak wysokospecjalistycznego szpitala. Aby nie powiększać długu, przez 2 tygodnie powinniśmy nie przyjmować żadnych pacjentów.