Możemy wnieść wiele

Możemy wnieść wiele

z pełniącym obowiązki kierownika Kliniki Chorób Wewnętrznych SPSK 1 w Lublinie,  prof. Jerzym Mosiewiczem rozmawia Marek Derkacz

 

 

Czy w dzisiejszych czasach oddziały internistyczne są potrzebne, a może lepiej przekształcać je w węższą specjalistykę?

– Oddział internistyczny, z natury rzeczy, jest jedynym miejscem, gdzie może być realizowana idea medycyny holistycznej – idea szeroko znana, powszechnie akceptowana, ale – z praktycznych przyczyn – rzadko wdrażana w życie. Łatwiej i szybciej może ocenić pacjenta „wąski specjalista”, zapisać leki na „swoje choroby” albo, co zdarza się często, stwierdzić – to nie moja dyscyplina i chorego odesłać. Problem chorego jednak pozostaje. Są też chorzy z licznymi schorzeniami z różnych podspecjalności, otrzymujący zestawy leków od różnych specjalistów. Polipragmazja w tych warunkach jest praktycznie nie do uniknięcia. Niepewność diagnostyczna, diagnostyka różnicowa, niespecyficzne objawy mogące być manifestacją banalnych albo odwrotnie – groźnych chorób – to sytuacje występujące często i dziś, i przed dwudziestu laty, o których istnieniu chyba trochę zapomniano. Stąd też oddziały internistyczne są, w moim przekonaniu, niezbędne, a przy tym ekonomiczne. Nie są też prostą sumą wielu podspecjalności – od dawna wiadomo, że całość nie jest prostą sumą części.

 

Niektórzy są zdania, że lekarz rodzinny może zastąpić internistę. Jaka jest pana opinia na ten temat?

– Myślę, że z wielu przyczyn – nie zastępuje, a nawet nie powinien. Pytanie, czy potrzebny jest lekarz rodzinny czy internista, jest pytaniem o to, czy myć ręce, czy zęby, skoro wiadomo, że potrzebne jest i jedno, i drugie. Tymczasem wyszkoleni interniści są do dyspozycji, niczego nie trzeba budować od nowa. Mogliby oni, wraz z przedstawicielami specjalizacji podstawowych tworzyć bardzo dobrze działające struktury podstawowej opieki zdrowotnej, a lekarz internista byłby najlepszym przewodnikiem chorego.

 

Kierowana przez pana klinika kształci studentów i młodych lekarzy. Czy pana zdaniem, specjalizacja z medycyny wewnętrznej jest specjalizacją atrakcyjną dla młodych ludzi?

– Najlepszą drogą do uzyskania biegłości w medycynie klinicznej jest praktyka oparta na uprzednio zdobytej wiedzy. Wartość dydaktyczna praktyki na oddziale internistycznym jest, moim zdaniem, nie do przecenienia dla młodych lekarzy, stażystów i rezydentów. To na bazie tej wiedzy i umiejętności praktycznych młodzi lekarze powinni budować swoją przyszłość zawodową i kształcić się w dyscyplinach szczegółowych. Moim zdaniem, młodzi lekarze zdają sobie z tego sprawę i stąd ich obecność w klinice na etatach rezydenckich.

 

Czy popiera pan pomysł reaktywacji poradni internistycznych, forsowany przez konsultanta krajowego w dziedzinie chorób wewnętrznych prof. Jacka Imielę?

– Tak, podzielam też wszystkie argumenty przedstawiane przez prof. Imielę.

 

Jaka pana zdaniem jest przyszłość interny w Polsce?

– Jeżeli wielkość współczynnika koszt/efektywność, który dla interny jest korzystny, przeważy nad partykularyzmem specjalizacji szczegółowych, jeżeli interna będzie dla nich bazą, a komunikacja obustronna – interna może wnieść wiele do tego, do czego wszyscy dążymy – szeroko rozumianego (nie zawsze przez niego samego) dobra pacjenta.

 

Proszę wymienić trzy najważniejsze kroki, jakie należy podjąć już teraz, aby wzmocnić rolę interny w Polsce?

– Reaktywować poradnie internistyczne. Umożliwić lekarzom internistom wraz z innymi przedstawicielami dyscyplin podstawowych praktykę w podstawowej opiece zdrowotnej. Utworzyć schemat organizacyjny opieki ambulatoryjnej i szpitalnej, w której zachowana jest ciągłość opieki nad chorym, z rolą internisty jako lekarza prowadzącego.

Dziękuję za rozmowę.