Kiedy świńska grypa zawita…

Kiedy świńska grypa zawita…

 z Arturem Karolem Jakubiakiem, członkiem Prezydium Zarządu GłównegoKolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce rozmawia Anna Augustowska

 

 • Właśnie wrócił pan z Wielkiej Brytanii, gdzie obserwował przygotowania angielskich lekarzy rodzinnych do jesienno-zimowego szczytu zachorowań na grypę także wywołaną wirusem A/H1N1. Czym różnią się od przygotowań lekarzy poz w Polsce?

– Procedura postępowania w przypadku podejrzenia zachorowania na świńską grypę w Polsce i w Anglii jest zupełnie odmienna, można by rzec, że nawet odwrotna. Komunikat centrali NFZ w opracowaniu ministerstwa zdrowia mówi m.in.: „Osoby, u której wystąpiły objawy infekcji górnych dróg oddechowych (gorączka, katar, kaszel, bóle mięśniowe, ból gardła,  itd.), winny zgłosić się do swoich lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej”. Wielkiej Brytanii kładzie się nacisk na unikanie kontaktu: „Nie chodź do przychodni swojego lekarza GP ani na ostry dyżur, czy na pogotowie, chyba że otrzymasz taką poradę lub jesteś ciężko chory, ponieważ możesz przenieść chorobę na inne osoby”.

Cały ciężar selekcji, a więc i wstępnego diagnozowania oraz decyzję o postępowaniu z pacjentem podejrzanym o zachorowanie na świńską grypę w Polsce zrzucono na lekarzy rodzinnych, nie dając im ani pełnej wiedzy, ani narzędzi do tego. Natomiast w Wielkiej Brytanii kładzie się ogromny nacisk na uświadomienie pacjentów i zapewnienie odpowiedniego procesu diagnostyki i leczenia poprzez przekazanie pracownikom ochrony zdrowia szczegółowo opracowanych algorytmów postępowania.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt uruchomienia specjalnego numeru telefonu, z którego w pierwszej kolejności powinien skorzystać każdy podejrzewający zachorowanie. W rozmowie telefonicznej pacjent otrzymuje pełne informacje co do dalszego postępowania ze szczególnym naciskiem na ograniczenie rozprzestrzeniania choroby. Stąd też pierwsze zalecenie: „pozostań w domu”. Zaleca się również tworzenie grup „grypowych przyjaciół”. Mogą to być sąsiedzi, znajomi czy rodzina. „Grypowi przyjaciele” mają za zadanie załatwianie spraw chorego, który musi pozostać w domu z powodu świńskiej grypy. Chodzi o robienie zakupów, dostarczanie leków czy opiekę, jeśli choroba „położy cię do łóżka”. Jeśli stan zdrowia pogarsza się, pacjent powinien skontaktować się ze swoim lekarzem rodzinnym telefonicznie lub skorzystać z porady telefonicznej w NHS (odpowiednik NFZ), którego specjalny (grypowy) numer jest szeroko rozpowszechniany.

 

• Nasze ministerstwo zdrowia, NFZ i sanepid też przygotowały zasady postępowania przy podejrzeniu zachorowań na świńską grypę. Czego według pana w nich najbardziej brakuje?

– W porównaniu z postępowaniem przyjętym w Anglii, największym niedociągnięciem wydaje się być brak jasno opracowanego algorytmu postępowania, zarówno dla lekarzy jak i pacjentów. Jednostronicowy komunikat, docierający do lekarzy rodzinnych ze strony NFZ czy sanepidu jest absolutnie niewystarczający w przypadku występowania pojedynczych zachorowań, nie mówiąc już o sytuacji kiedy będzie ich znacznie więcej. Chciałbym tu dodać, że angielskie zalecenia zostały uznane przez WHO za jedne z najlepszych, podobnie jak strategia przygotowań do pandemii świńskiej grypy.

U nas szczególnie dotkliwy wydaje mi się też brak zaangażowania mediów w uświadamianie społeczeństwa i kreowanie odpowiednich zachowań, mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się świńskiej grypy czy rozpowszechniania wiedzy, jak radzić sobie z zachorowaniem. Postępowanie polskich mediów, które każdy pojedynczy przypadek tej choroby traktują w kategoriach sensacji, a biegnąc z kamerami na oddział zakaźny przyczyniają się tylko do wzrostu niepokoju i zagubienia pacjenta.

Tymczasem angielskie media skupiły się na edukacji. Ludzie są wciąż instruowani, jak ważne jest przestrzeganie prostych zasad higieny, np. aby przy kichaniu i kaszlu zasłaniać usta jednorazową chusteczką, którą należy od razu wyrzucić, a nie wkładać do kieszeni czy torebki; jak najczęściej myć ręce, a nawet zrezygnować z podawania sobie rąk itd. Ludziom uświadamia się, jak łatwo można przenieś wirusa dotykając niemytą dłonią klawiatury komputera, telefonu czy klamki. Mówi się o tym w szkołach, a nawet przedszkolach, organizuje specjalne pokazy.

 

• Według ministerstwa zdrowia w Polsce o tym, gdzie ma być leczony zainfekowany pacjent, decyduje lekarz poz, wykonując prosty test paskowy na zakażenie grypą typu A – czy tak?

– Nie dotarła do mnie wiadomość ani o dostępności testów paskowych, ani o specjalnych sposobach leczenia świńskiej grypy w warunkach praktyki lekarza rodzinnego.

 

• Co warto więc mówić teraz Polakom, kiedy jeszcze nic się dzieje?

– Według mnie Polska nie jest przygotowana do epidemii. Obecne zalecenia o konieczności zgłaszania się wszystkich chorych, podejrzanych o zachorowanie na świńską grypę do lekarzy rodzinnych, a także eskalacja zagrożenia w mediach skłania mnie do niepokoju. Szczerze boję się „zwykłego” sezonu grypowego. System jest nieprzygotowany, a pacjenci nieuświadomieni. Lekarze rodzinni mogą nie udźwignąć tego ciężaru. Myślę, że teraz trzeba podkreślać rolę szczepień przeciw „zwykłej” grypie, tłumaczyć, że grypa świńska wymaga przede wszystkim domowego leczenia i że ma na szczęście łagodny przebieg. Warto też nakłaniać pacjentów do konsultowania się z lekarzem przez telefon. Przecież nasze przychodnie nie mają ani osobnych rejestracji dla chorych i zdrowych, ani izolatek. Po co więc narażać i siebie i innych na zakażenie.

Co do masowego kupowania maseczek ochronnych – odradzam. Jak wykazały badania, maseczki nie chronią przed zakażeniem. Zdecydowanie więc należy postawić na informowanie społeczeństwa o tym, jak się zachowywać aby maksymalnie ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. To kluczowa sprawa.