Mój pan… doktor

Mój pan… doktor

 

Gdyby nie przedziwny zbieg okoliczności, nie wiadomo wcale, czy Krzysztof Dziadosz, ordynator oddziału chorób wewnętrznych Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublinie, byłby właścicielem jakiegokolwiek psa. Tymczasem od dwóch lat jest panem pięknej i niezwykle urokliwej długowłosej wilczycy Nary.

– Pierwszy właściciel Nary zginął tragicznie. Tak się złożyło, że to my musieliśmy zająć się losem osieroconego psa. Prawie rok szukaliśmy dla niej nowego domu. W tym czasie Nara była trochę psem włóczykijem – podróżowała bez końca między Warszawą, Konstancinem a Lublinem. To zamiłowanie do podróżowania i do samochodów ma dzisiaj. Wprost uwielbia jazdę autem – opowiada doktor Dziadosz, w domu którego ostatecznie pies znalazł swoje miejsce. Nara bardzo szybko „wrosła” w nową rodzinę. Ma radosny i łagodny charakter. Uwielbia zabawy z piłką tenisową. – Niestety, raz złapanej piłki nie chce już oddać, dlatego śmiejemy się, że aportuje tylko w połowie – śmieje się doktor Dziadosz. Nara lubi też cotygodniowe biegi ze swym panem i codzienne spacery. – Ale chyba najbardziej uwielbia moją żonę, która ją karmi. O tym, że właściciele też ją uwielbiają, niech świadczy to, że każdego Sylwestra spędzają z Narą w domu, bo wilczyca jest płochliwa i bardzo boi się huku petard.       aa