Rekordzista małolat miał 4 promile

Rekordzista małolat miał 4 promile

z dr. n. med. Hanną Lewandowską-Stanek ordynatorem Oddziału Internistyczno-Kardiologicznego i Regionalnego Ośrodka Toksykologicznego Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego im. Jana Bożego w Lublinie, konsultantem wojewódzkim w dziedzinie toksykologii
rozmawia Jerzy Jakubowicz

 

• Czy na Lubelszczyźnie wzrasta ostatnio ilość chorych toksykologicznych ?

– Wzrasta i to bardzo wyraźnie. Szczególnie niepokojący jest wzrost liczby zatrutych dzieci: w 2007 r. – 483, a w 2008 r. – 676. Szczególną grozą napawa fakt, że w 2008 r. ponad 100 dzieci było hospitalizowanych w wyniku toksycznego działania alkoholu etylowego. W porównaniu z 2007 r. (54 przypadków), wzrost jest wprost dramatyczny. Dziewczęta dorównują chłopcom w tej smutnej statystyce, a „rekordzista” miał około 4 promile.

 
• Jakie są tego przyczyny?

– Przyczyny są złożone. Po pierwsze, młodzież chyba już nie umie bawić się bez alkoholu. Istotnym powodem jest też ciekawość, chęć sprawdzenia, jak to działa, a także przykład domowy, gdzie pije się przy każdej okazji. Młodzież, która podlega hospitalizacji, pytana w momencie odzyskania przytomności o powód upojenia, odpowiada bardzo różnie. Niewielka część wstydzi się, prosi, by nie zawiadamiać szkoły. Niestety, w większości przypadków pada odpowiedź: „Piję, bo lubię”. Przyznają, że na imprezach wypijają po 10 piw! – a to już jest stan upojenia alkoholowego. Często ci pacjenci są zatruci i alkoholem, i lekami, które wzmagają siłę jego działania. Takim powszechnie używanym lekiem jest clonazepam. Są to bardzo młodzi ludzie. W Wojewódzkim Ośrodku Toksykologicznym leczymy młodzież od 14 do 18 lat. Poniżej 14 r. ż. są pacjentami pediatrycznymi.

 
• Czy zdarzają się recydywiści?

– O tak, niektórych pacjentów przywiezionych bez dokumentów tożsamości jako NN znamy już z izby przyjęć, z imienia i nazwiska. Niestety, nie są to rzadkie przypadki.

 
• Ilu pacjentów było hospitalizowanych w Ośrodku?

– W 2008 r. było hospitalizowanych 301 pacjentów. Nauczyliśmy się leczyć ich bardzo dobrze, bo pomimo wzrastającej liczby hospitalizacji, liczba zgonów utrzymuje się na stałym poziomie, około 10-12 osób. Jednak ci, co umierają, niech będą ostrzeżeniem dla tych, co zostali uratowani, że następnym razem może być tragicznie.

 

• Przywożeni pacjenci stwarzają istotny problem dla szpitala?

– Są to chorzy niezwykle trudni, a w delirium są po prostu niebezpieczni dla siebie i innych pacjentów, także dla personelu ośrodka. Trzeba wówczas stosować środki bezpośredniego przymusu fizycznego. Lublin, jako jedno z nielicznych miast w Polsce, nie posiada izby wytrzeźwień i prawdopodobnie nie będzie jej mieć. Informacje medialne, bo innych, niestety nie mam, twierdzą, że nie ma środków finansowych na ten cel.

 
• Zatrucia alkoholem nie są jedynym problemem Ośrodka.

– Głównym profilem pacjentów hospitalizowanych u nas są zatrucia lekami (57%). Rozróżniamy dwa pojęcia: samobójstwo i parasamobójstwo. Parasamobójstwo Anglicy określają jako „cry for help” – wołanie o pomoc. Do pierwszej grupy parasamobójstw zaliczamy przypadki ludzi, którzy zostali wyrzuceni z czynnego życia rodzinnego na margines. Nie potrafili znaleźć swojego miejsca w społeczeństwie, pracy, miłości – są to tragiczne przypadki. Drugą grupę parasamobójstw stanowią przypadki ludzi młodych, zagubionych, nie mających oparcia w rodzinie, szkole. Próbują zwrócić na siebie uwagę: „ja mam problem”.

 
• Jakie leki są najczęstszą przyczyną zatruć?

– To są mody. W ubiegłym roku największą grupę zatruć spowodowały antydepresanty, często w połączeniu z innymi lekami. Odrębną grupę leków, które spędzają nam sen z oczu, stanowią leki nasercowe, które czasami omyłkowo są wzięte przez chorego, a powodują niezwykle ciężkie zagrożenie życia. Ratowanie tych pacjentów wymaga bardzo aktywnego działania lekarza toksykologa. Skończyła się moda na lek przeciwkaszlowy Acodin. Był on bardzo popularny w sesji letniej 2008 r. i miał dawać młodym ludziom zapał do nauki, gotowość do pracy, zwiększenie koncentracji. Tymczasem, przedawkowany, dawał wręcz zespół śpiączki i niepokoju ze strony układu krążenia. Natomiast syropy z efedryną młodzi zapewnie nadal używają, ale chyba bardziej rozważnie, bo do nas nie trafiają.

 

• Jak wygląda leczenie zatruć alkoholem i prób samobójczych w terenie?

– W ramach systemu JGP mamy określone kryteria hospitalizacji chorych zatrutych, leczonych w szpitalach rejonowych i w Wojewódzkim Ośrodku Toksykologii. W szpitalach rejonowych można leczyć jedynie chorych z zatruciem lekkim lub średnim. Jeżeli są kłopoty z leczeniem chorego, lekarz szpitala rejonowego, po konsultacji z lekarzem dyżurnym Ośrodka Toksykologii może przesłać pacjenta do nas jako zatrucie ciężkie. Generalnie nasz ośrodek ma służyć do leczenia zatruć ciężkich, ale do Lublina trafiają wszystkie zatrucia i w związku z tym, profil naszych chorych jest bardzo różny. Aktualnie, w sali toksykologicznej pracują 3 respiratory. Podział pacjentów toksykologii tylko na 3 grupy chorych jest podziałem nie dającym możliwości samofinansowania się Ośrodka, ponieważ nie każde zatrucie zakwalifikowane jako ciężkie, jest zgodne z grupami JGP dla tego rodzaju zatrucia. Ze względu na wysokie koszty transportu, mamy mniej konsultacji pacjentów z terenu, bo szpitale rejonowe wolą ich leczyć u siebie niż wysyłać do Ośrodka.

 

• Czy środki finansowe otrzymywane z NFZ są wystarczające?

– Leczenie pacjentów toksykologicznych jest bardzo kosztowne, a wprowadzone procedury w systemie JGP są niedoskonałe, co doprowadziło do znacznego pogorszenia finansowania Ośrodka. Poprzednio procedury były wielopunktowe, a obecnie są tylko 3 grupy zatruć, co jest krzywdzące dla toksykologii. Zespół konsultantów wojewódzkich wraz z konsultantem krajowym negocjuje z NFZ i mam nadzieję, że uzyskamy poprawę zasad finansowania.

 

• Czy liczba miejsc do hospitalizacji jest wystarczająca?

– Liczba się nie zmienia, ale nasz Ośrodek jest w tej szczęśliwej sytuacji, że znajduje się na oddziale wieloprofilowym, w ramach Oddziału Internistyczno-Kardiologicznego. Dzięki temu nie ma konieczności zwiększania liczby miejsc, bo zależnie od potrzeb potrafimy również leczyć pacjentów w ramach łóżek internistycznych. Połączenia tego zazdroszczą nam inne ośrodki toksykologiczne, które istnieją oddzielnie, nawet w szpitalach wieloprofilowych.

 
• Postęp techniczny podobno nie omija Ośrodka.

– W ostatnim okresie wzbogaciliśmy się o salę zabiegową, w której jest możliwość eliminacji pozaustrojowej trucizny. Do tej sali został zakupiony przez dyrekcję szpitala aparat MARS do dializy albuminowej, której istotą jest pomostowanie życia pacjenta z uszkodzoną wątrobą do czasu przeszczepu. Aparat ten uratował życie 2 chorym zatrutym muchomorem sromotnikowym oraz 2 zatrutym paracetamolem. Aparat tego typu pracuje w Krakowie, w Gdańsku, w Warszawie. Na wschód od Wisły taki aparat jest tylko w Ośrodku Toksykologii w Lublinie oraz na Oddziale Nefrologii w szpitalu im. Jana Pawła II w Zamościu.