Diagnoza wstępna







Diagnoza wstępna












 






















W tym roku upływa dwadzieścia lat od momentu reaktywacji samorządu lekarskiego w wolnej Polsce. Samorządu, którego ocena przez samych lekarzy nie jest jednoznaczna. Wiele krytycznych uwag wynika często nie tylko z krytyki pracy jego działaczy, ale również z licznych frustracji spowodowanych atakami na środowisko lekarskie, niskimi uposażeniami, a w końcu mizerią finansową polskich szpitali. Rozwój zawodowy lekarza w tych placówkach okupiony jest niemałym wysiłkiem finansowym i kiepsko bądź wcale wynagradzany przez zarządzających.

Zawód lekarza, po dwudziestu latach działalności samorządu lekarskiego, tylko w niewielkim stopniu stał się wolnym

zawodem, zaś mit Judyma i przywiązanie społeczeństwa do wypaczonej interpretacji przysięgi Hipokratesa krępuje skutecznie dążenia do niezależności w jego wykonywaniu. Nie da się jednak cofnąć czasu i nie da się zatrzymać zmian, które, choć powoli, kształtują społeczną świadomość, nakazując pogodzić się z faktem, że zapłata za godzinę lekarskiej pracy musi stanowić wielokrotność zapłaty za tę samą godzinę wysiłku, np. kierowcy karetki, który tegoż lekarza wiezie do chorego pacjenta, zaś wysprzątanie sali operacyjnej nie może być opłacane tak samo, jak zabieg w niej wykonany.

Nie mam najmniejszej wątpliwości, że samorząd lekarski oraz lekarskie związki zawodowe dobrze spełniły swoją rolę, zmieniając (choć powoli) mentalność polskiego pacjenta, a także lekarza.

Często spotykam się z pytaniem: „Komu służy Izba Lekarska?”. Lekarze często wyładowują swoje frustracje na ich przedstawicielach, zaś rząd i liczni dziennikarze zarzucają samorządowi brak reakcji w przypadku lekarskich błędów, stronniczość lekarskich sądów, nieuzasadnioną ich zdaniem obronę lekarzy, których według nich powinien dotknąć samorządowy ostracyzm. Często słyszę zarzuty, że lekarskie sądy zbyt rzadko sięgają po karę pozbawienia wykonywania zawodu lekarza.

Jaki jest więc samorząd lekarski anno domini 2009, i jakie powinny w nim zajść zmiany, by jego praca lepiej służyła społeczeństwu i samym lekarzom?

To bardzo ważne pytanie na nadchodzący marcowy zjazd i bardzo ważne pytanie, które powinni zadać sobie ci wszyscy, którzy w najbliższej kadencji będą chcieli nas reprezentować.

Znam wielu kolegów, którzy chętnie pozwalają wybierać się na delegatów, a potem szkoda im poświęcić nawet kilku godzin, aby raz w roku wziąć udział w zjeździe delegatów.

Znam również wiele koleżanek i kolegów, którzy chętnie włączają się w działalność Izby Lekarskiej, pracując w wielu komisjach. Nie traktują jej jako trampoliny do dalszych swoich sukcesów i środka do uzyskania lukratywnych stanowisk. Jest takich ludzi w każdym zakładzie pracy niemało. Myślę, że warto w nich zainwestować, bo będziemy mogli liczyć na ich pomoc, gdy naprawdę będziemy tego potrzebowali.

Izba Lekarska powinna stanowić też pomost pomiędzy młodym a starszym pokoleniem lekarzy. Dlatego zachęcam wszystkich młodych lekarzy do uczestnictwa w dobrym wyborze delegatów na nową kadencję, aby za kilka lat zmniejszyła się liczba malkontentów potrafiących tylko narzekać, że samorząd lekarski nic dla nich nie zrobił.

Świat należy na szczęście do tych, którzy sami chcą zrobić coś dla siebie.

 
 

a.ciolko@interia.pl, tel. 0 601 283 316