Mój pan… doktor




Mój pan… doktor

 

 

Kotce Rudzi urody i wdzięku mógłby pozazdrościć niejeden koci arystokrata. Jej właściciele z dumą prezentują niespotykane umaszczenie (melanż kilku kolorów z przewagą płomiennej rudości) i mocno zielone oczy pupilki.

Rudzia zjawiła się w dniu przeprowadzki do nowego domu pod Lublinem – mówi Piotr Majcher, kierownik Zakładu Rehabilitacji i Fizjoterapii Wydziału Pielęgniarstwa i Nauk o Zdrowiu UM w Lublinie. – Nagle ujrzeliśmy przebiegające, lśniące ślepia. To była właśnie Rudzia, która po kilku dniach stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. Zadbano, aby miała specjalne drzwiczki do ogrodu. – Bo Rudzia biega po całej okolicy i wraca do domu, kiedy sama uzna za stosowne. W nagrodę dostajemy od niej co jakiś czas złowione myszy, krety lub ptaszki – śmieje się Majcher.

aa