Medycyna rodzinna zaczęła się w Lublinie



Medycyna rodzinna zaczęła się w

 

Lublinie

 

 

z dr Lechem Panasiukiem,
prezesem Lubelskiego oddziału Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, konsultantem wojewódzkim w dziedzinie medycyny rodzinnej,
rozmawia
Anna Augustowska

Kolegium Lekarzy Rodzinnych działa na Lubelszczyźnie od 1996r., od niedawna organizuje konferencje naukowe. Czemu mają służyć?

Oddział Lubelski Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce jest jednym z piętnastu działających na terenie Polski, powstał jako jeden z pierwszych. Od początku swojej działalności prowadzi intensywną działalność szkoleniową. Do chwili obecnej zorganizowaliśmy ponad 300 sympozjów, spotkań naukowych itp., które pozwalają lekarzom rodzinnym na bieżąco poznawać najnowsze osiągnięcia wiedzy medycznej. Mogę ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że żadna inna profesja medyczna w naszym województwie nie była i nie jest tak intensywnie szkolona. Ukoronowaniem działalności szkoleniowej są konferencje wojewódzkie. Pierwsza, w 2003 roku, poświęcona była etycznym aspektom pracy lekarzy rodzinnych. W czasie tegorocznej konferencji, która odbyła się 18 października, postanowiliśmy skupić się na profilaktyce. Stąd tytuł konferencji: „Po pierwsze profilaktyka”.

Dlaczego właśnie profilaktyka?

Ponieważ od wielu lat wiadomo, że lepiej i taniej jest zapobiegać niż leczyć. Bo działania profilaktyczne powinny być jednym z najważniejszych działań podejmowanych przez lekarzy rodzinnych. Z niedawno przeprowadzonych wśród lekarzy rodzinnych w Polsce badań wynika, że blisko 97% z nich uważa działania z zakresu promocji zdrowia i profilaktyki za bardzo ważne i chciałoby je prowadzić.

Czy lekarz rodzinny ma szanse na ich wdrażanie?

Oczywiście, że tak. Pytanie powinno jednak brzmieć inaczej: czy lekarz rodzinny ma czas na wdrażanie działań profilaktycznych? Odpowiedź jest prosta: nie ma czasu. Wynika to z nadmiernego obciążenia tzw. pracą naprawczą, czyli leczeniem istniejących już schorzeń. W Polsce na jednego lekarza rodzinnego przypada średnio od 2 do 2,5 tys. pacjentów. Przy takiej liczbie nie ma czasu na działania profilaktyczne A w najbliższym czasie sytuacja jeszcze się pogorszy. Kontrolując praktyki lekarzy rodzinnych w województwie lubelskim, zauważyłem, że w dużej liczbie placówek pracują lekarze emeryci. Coraz więcej kierowników placówek POZ skarży się, że nie może znaleźć nikogo do pracy na zastępstwa w przypadku zwolnień lekarskich, urlopów itp. Jednocześnie nie przybywa lekarzy rezydentów, rozpoczynających specjalizację z zakresu medycyny rodzinnej, mimo wystarczającej na potrzeby województwa liczby miejsc szkoleniowych.

NIK zakończył właśnie sprawdzanie, jak działa instytucja lekarza rodzinnego. I inspektorzy orzekli, że nie spełnia swej roli. Lekarze rodzinni nie koordynują leczenia pacjentów, bo między innymi nie dostają informacji o badaniach wykonanych przez specjalistów.

Wydaje się, że raport NIK-u o działalności instytucji lekarza rodzinnego jest jedną wielką pomyłką. Wyciąganie wniosku, że lekarz rodzinny nie koordynuje opieki nad pacjentem, z faktu, że nie otrzymuje informacji od specjalistów, jest dużym nadużyciem. Nawet jeżeli nie otrzymuje informacji pisemnej, to nie znaczy, że nie wie, co się z pacjentem dzieje. Jest sprawą oczywistą, że lekarz rodzinny powinien taką pisemną informację otrzymywać, co więcej, Narodowy Fundusz Zdrowia nie powinien płacić za konsultacje specjalistyczne, jeżeli wynik tej konsultacji nie trafi do lekarza rodzinnego. Sytuacja jednak systematycznie się poprawia, coraz więcej placówek specjalistycznych, szczególnie działających jako niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej, utrzymuje właściwe kontakty z placówkami podstawowej opieki zdrowotnej. O tym, że raport NIK-u mija się z rzeczywistością, mogą świadczyć badania satysfakcji pacjentów, z których wynika, że ponad 70% z nich jest zadowolonych z pracy swojego lekarza rodzinnego. Dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że podstawowa opieka zdrowotna jest najlepiej funkcjonującą częścią całego systemu ochrony zdrowia.

Wyliczono też, że lekarze rodzinni starają się jak najmniej wydawać na badania swoich pacjentów, te wydatki to podobno zaledwie 7% całego kontraktu. A miało to być około 10%. Dlaczego tak się dzieje i jak to się ma do profilaktyki?

To nieprawda. Lekarze rodzinni wydają zdecydowanie więcej na badania pacjentów niż stwierdza to raport NIK-u. Rozbieżność wynika z błędnej metodologii przyjętej przez inspektorów. Według nich np. badanie EKG wykonane w praktyce lekarza rodzinnego nic nie kosztuje, bo lekarz za nie nikomu nie płaci. Na wniosek ministra Marka Twardowskiego Narodowy Fundusz Zdrowia policzył, ile lekarze rodzinni rzeczywiście wydają na badania. Z obliczeń wynikło, że kwota ta jest dwukrotnie większa niż kwota zapisana w raporcie NIK-u: lekarze rodzinni w Polsce na badania pacjentów wydają ponad 14% wartości całego kontraktu, tak jest też na Lubelszczyźnie. W trakcie przeprowadzonych przeze mnie w ponad 150 placówkach kontroli stwierdziłem, że jedynie w trzech z nich kwota wydana na badania pacjentów była mniejsza niż 10% wartości kontraktu.

Miesiąc temu powołano do życia Lubelski Oddział Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej. To dobrze czy źle? Jak Pan to ocenia?

Gratuluję, że po 10 latach starań udało się powołać Oddział Lubelski Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej. Jak to oceniam? Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć. Czemu ma w zasadzie służyć powołanie nowej organizacji? Chyba chodzi o dodanie otoczki akademickiej, naukowego nimbu medycynie rodzinnej. Czy to jest potrzebne? Wydaje się że nie.

Kolegium Lekarzy Rodzinnych tworzyli wybitni naukowcy, jego członkami są samodzielni pracownicy naukowi. Śp. prof. Maciej Latalski był Członkiem Założycielem, później Członkiem Honorowym Kolegium. Organizacja zagospodarowuje wszystkie dziedziny związane z podstawową opieką zdrowotną. Jest członkiem WONCA (Światowej Organizacji Lekarzy Rodzinnych), EURACT (Europejskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej), EQUiP (Europejskiego Towarzystwa do spraw Podnoszenia Jakości w Medycynie Rodzinnej), EGPRN (Europejskiej Sieci Badań Naukowych w Medycynie Rodzinnej), EUROPREV (Europejskiej Sieci Prewencji i Promocji Zdrowia w Medycynie Rodzinnej). W 2011 r. Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce będzie gospodarzem konferencji WONCA EUROPE. Kolegium Lekarzy Rodzinnych było autorem szkoleń dla lekarzy – nauczycieli medycyny rodzinnej, które zostały implementowane do innych krajów, w tym krajów Europy Zachodniej.

O ile się orientuję, Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej nie jest członkiem rzeczywistym żadnej z tych organizacji. Doświadczenia innych rejonów Polski wskazują, że istnienie dwóch towarzystw prowadzi do podziału środowiska, dublowania konferencji itp.

Mam jednak nadzieję, że w naszym województwie będzie inaczej i współpraca będzie rozwijała się harmonijnie.