Odeszli…



Odeszli…

Dr med. Krystyna Jaworska-Kozakowa

(1913–2008)

Krystyna Jaworska urodziła się 27 kwietnia 1913 r. w Kielcach. Naukę rozpoczęła w Lublinie, a maturę zdała w 1930 r. w Zamościu. W zamojskim gimnazjum zainteresowała się sportem, zdobywając m.in. nagrody w zawodach strzeleckich.

Studia rozpoczęła w 1931 r. na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu w Poznaniu, kończąc je dyplomem lekarza otrzymanym 26 listopada 1937 r. Sportowa pasja spowodowała, że równolegle ze studiami lekarskimi ukończyła 5-letnie studia medycyny szkolnej i sportowej przy Studium Wychowania Fizycznego Uniwersytetu Poznańskiego. Brała udział we wszelkich możliwych obozach narciarskich, pływackich, kajakowych i innych, a lata te wspominała zawsze jako szczęśliwe i radosne.

Staż podyplomowy odbywała w Szpitalu Miejskim Jana Bożego w Lublinie na Oddziale Okulistycznym. Gdy wybuchła II wojna światowa, ordynatora dr. Szafnickiego zmobilizowano do wojska i dr Jaworska została sama na oddziale. W tym trudnym okresie mimo braku doświadczenia musiała wykonywać samodzielnie dużo zabiegów i operacji okulistycznych.

Od 1 sierpnia 1939 r. prowadziła także poradnię przeciwjagliczą i dzięki temu mogła ratować ludzi przed wywiezieniem­ do Niemiec, wydając im legitymacje potwierdzające leczenie jaglicy. Choroby tej Niemcy bardzo się obawiali, a wielu ludzi zawdzięcza dr Jaworskiej swoje ocalenie. To głównie dzięki Jej ofiarnej pracy po kilku latach jaglica jako choroba została praktycznie zlikwidowana. W 1944 r. wyszła za mąż za dr. Jana Kozaka, późniejszego adiunkta Kliniki Chorób Wewnętrznych, twórcę i wieloletniego kierownika akademickiej służby zdrowia.

Zaraz po zakończeniu działań wojennych dr Jaworska-Kozakowa została zaangażowana do pracy w powstającej Klinice Ocznej UMCS przekształconej później w Klinikę Okulistyczną Akademii Medycznej. Była tam starszym asystentem i adiunktem aż do przejścia na emeryturę w 1974 r. Już jako emerytka pracowała przez następnych 15 lat (do 1989 r.) w niepełnym wymiarze godzin w przychodni tejże Kliniki. Później nadal utrzymywała kontakt z Kliniką i żywo interesowała się wszystkim, co dotyczyło okulistyki – Jej ukochanej specjalności, której poświęciła 50 lat swojego życia. Gdy pogarszający się stan zdrowia uniemożliwił Jej wychodzenie z domu, cieszyły Ją liczne dowody pamięci ze strony współpracowników i uczniów w postaci listów, rozmów telefonicznych­ lub krótkich odwiedzin.

Do końca życia zachowała sprawność umysłu, poczucie humoru i pogodę ducha. Zmarła 23 maja br., pochowana została na lubelskim cmentarzu przy ul. Lipowej.

Całe Jej długie i pracowite życie jest przykładem wierności przyrzeczeniu lekarskiemu, wartościom etycznym i patriotycznym. To praca wykonywana z ukochaniem zawodu, z pasją i poświęceniem, a jednocześnie pełna szacunku dla chorego z zachowaniem godności własnej lekarza.

To tysiące pacjentów, których uratowała przed utratą wzroku lub którym ten wzrok przywróciła. To tysiące operacji i zabiegów, opatrunków i konsultacji.

Cieszyła się zawsze powszechnym szacunkiem i sympatią wszystkich współpracowników, całego personelu Kliniki, studentów medycyny, a także wielu pokoleń pacjentów. Będąc przez wiele lat kierownikiem przyklinicznej przychodni, z reguły wychodziła z pracy ostatnia, gdyż nigdy nie pozostawiała bez pomocy chorych spóźnionych, niezarejestrowanych, niemających dokumentów itp. Każdy pacjent był dla Niej ważny, ale najwięcej uwagi i troski poświęcała ludziom niewidomym, zagrożonym ślepotą, obarczonym inną niepełnosprawnością lub po prostu niezaradnym. Jako adiunkt kliniki wiele czasu oddała młodym lekarzom odbywającym specjalizację. Z niespotykaną życzliwością i cierpliwością wyjaśniała i tłumaczyła nam wszystkie zawiłości okulistyki. Uczyła nas nie tylko słowem, ale także swoim przykładem. To Ona przekonała nas, jak ważna jest rozmowa z pacjentem, nawiązanie z nim kontaktu i zebranie dokładnego wywiadu. To dzięki Niej uczyliśmy się systematycznie i dokładnie badać, zwracać uwagę na pozornie nieistotne objawy. Nigdy nie wymagała od nas, aby było cito, ale zawsze musiało być bene. Operowała spokojnie, a jednocześnie pewnie i delikatnie. Bez trudu opanowywała nowe techniki operacyjne i ich modyfikacje. Cieszyła się, gdy Jej uczniowie zdobywali specjalizacje, a potem doktoraty i samodzielne stanowiska naukowe. Była zawsze osobą życzliwą, pozbawioną jakiejkolwiek zawiści lub zazdrości. Wszystkie swoje życiowe osiągnięcia zawdzięczała sobie i zaletom swojego charakteru. Nigdy nie szukała poparcia i protekcji.

Była człowiekiem o wielkiej kulturze osobistej, prawym i szlachetnym. Jako osoba skromna nie szukała ani nie oczekiwała zaszczytów i odznaczeń, choć otrzymała ich wiele, m.in. Złoty Krzyż Zasługi i odznakę „Za Wzorową Pracę w Służbie Zdrowia” (1974 r.), Medal XXX-lecia Akademii Medycznej w Lublinie (1980 r.), Medal „Zasłużony dla Akademii Medycznej” (1995 r.). Bardzo ceniła sobie Srebrną Odznakę nadaną przez Polski Związek Niewidomych, gdyż o jej przyznanie wnioskowali liczni pacjenci Pani Adiunkt. Wiadomo mi również, że dużą radość sprawił Jej Medal Lubelskiej Izby Lekarskiej – była pierwszym lekarzem, któremu w 2002 r. Kapituła Medalu nadała to odznaczenie w uznaniu wielkich zasług dla lubelskiej medycyny. Była także prawdopodobnie ostatnim żyjącym lekarzem, który należał do samorządu lekarskiego jeszcze w II Rzeczypospolitej.

Z Jej odejściem zamknął się pewien rozdział lubelskiej okulistyki, a także lubelskiej medycyny. Truizmem byłoby stwierdzenie, że pozostanie na zawsze w mojej pamięci, gdyż ludzi tej miary nie sposób zapomnieć. Jestem dumny z faktu, że byłem Jej uczniem.

Andrzej Nowiński