Na razie więcej cieni niż blasków

Na razie więcej cieni niż blasków

z dr. Markiem Wesołowskim
– prezesem Zarządu Uniwersyteckiej
Opieki Zdrowotnej

• Jakie nadzieje możemy łączyć z telemedycyną?

– Elektronika będzie wspomagała leczenie i pozwalała otrzymywać informacje o stanie zdrowia na odległość. W większości będzie używana w sytuacjach nietypowych do przekazu informacji medycznych ze statków kosmicznych, statków morskich, samolotów. Nas bardziej interesują pozostałe sytuacje z życia codziennego, jak informacje otrzymywane z karetki pogotowia czy też z domu pacjenta. Telemedycyna to nie jest pomysł na kompletną opiekę zdrowotną, ale raczej na możliwość oceny jakiegoś parametru medycznego, np. oceny przesłanego EKG czy obrazu RTG. Maszyna nie jest w stanie przenieść kompletnego obrazu pacjenta. Musimy o tym pamiętać, bo grozi nam, że będziemy leczyć otrzymany wynik, a nie chorego.

• Czy rozwój telemedycyny wymusi zmianę kształcenia przyszłych lekarzy i czy nie grozi nam pogłębiająca się dehumanizacja zawodu lekarza?

– Pewna zmiana na pewno będzie potrzebna, ale stopniowa i nie aż tak bardzo dramatyczna, podobnie jak działo się to przy wprowadzaniu współczesnej aparatury w kardiologii czy radiologii – te wszystkie urządzenia bez większych problemów obsługują lekarze. Należy oczekiwać, że dzisiejsze dość nieporadne urządzenia do telemedycyny będą coraz prostsze w obsłudze. Telemedycyna to po prostu kolejna aparatura medyczna, której obsługi można się nauczyć. Jednak rzeczywiście w pewnym sensie prowadzi ona do zaniku tak ważnego bezpośredniego kontaktu lekarza z pacjentem.

• Jakie utrudnienia napotyka rozwój telemedycyny?

– Obsługa urządzeń jest szalenie trudna i wymaga specjalnej wiedzy. Mamy również bardzo poważne przeszkody prawne. Zgodnie z prawem lekarz nie może wyrokować o stanie zdrowia bez zbadania pacjenta, więc właściwie nie ma podstaw prawnych do stosowania telemedycyny. W przypadku komplikacji medycznych można zarzucić lekarzowi, że stosował procedury nieuregulowane prawem. Kolejnym utrudnieniem jest niewystarczająca kultura informatyczna lekarzy, co wywołuje istotne bariery psychologiczne. Lekarze – nawet ci z dużym doświadczeniem i wysoką pozycją zawodową – będą się bali wydawania opinii, zdając sobie sprawę z możliwości pomyłki z powodu ułomności technologii lub niepełnej wiedzy o obsłudze urządzenia.

• Jak usunąć lub zmniejszyć te bariery?

– Rząd powinien się mocno zaangażować w rozwój tych nowych technologii. Potrzebni są eksperci, którzy mogliby fachowo pomóc usuwać istniejące przeszkody. Potrzebne są nowe rozwiązania prawne, konieczne jest również ujednolicenie języka komunikacji medycznej, bo bez tego nie będziemy mieli spójnego obrazu leczenia i oceny zdrowia pacjentów. Na razie żadne z tych działań nie są podejmowane. Ta sytuacja ograniczonych możliwości finansowych i prawnych grozi, że telemedycyną nadal zajmować się będą hobbyści. Telemedycyna jako rutynowe, codzienne narzędzie nigdzie nie jest stosowana, bo nie ma jej w wykazie procedur medycznych NFZ.

• Czy w innych krajach sytuacja jest podobna?

– Tak, wszędzie są to głównie działania hobbystyczne. Jednak w krajach bardziej zamożnych niektóre programy finansują firmy ubezpieczeniowe, które uważają, że są to dla nich działania opłacalne. Najwięcej tych eksperymentów przeprowadzanych jest w Anglii, szczególnie w opiece domowej.

 

rozmawiał Jerzy Jakubowicz