Ratownicy na dwóch kołach

Ratownicy na  dwóch kołach

Już dwa lata temu w lecie na ulicach Krakowa dyżurowali na jednośladzie nieliczni ratownicy medyczni, dając początek ochotniczemu aktywnemu ratownictwu motocyklowemu (patrolowali określony rejon miasta). Wolontariusze (sic!) noszą kurtki z logo „Ratownik Rafael Rescue Rider” (ratownicy początkowo związani byli z Chrześcijańskim Stowarzyszeniem Rafael) i mają już własną Fundację R². Specjalna maszyna BMW (własność prywatna) z napisem AMBULANS jest wyposażona nie gorzej od karetki. I niewiele mniej kosztuje. KPR umową uregulowało współpracę z ochotnikami, m.in. nieodpłatnie garażuje motocykl i udostępnia pomieszczenie do przechowywania sprzętu. Benzyna jest pokrywana ze środków własnych i dzięki finansowemu wsparciu nielicznych sponsorów. Dzięki życzliwości kilku firm (m.in. Linde, Medline, Eumed) zakupiono wyposażenie motoru. W zakorkowanym mieście ratownicy na motorze zostali przyjęci aplauzem.
Teraz chcą spróbować jeszcze tańszej wersji ratownictwa – na rowerach. Wiadomo, że czasem minuty rozstrzygają o życiu ofiary ataku serca, udaru mózgu czy wypadku. Władze gminy Kraków przymierzają się do rozpoczęcia sezonu turystycznego z „rowerowym pogotowiem” (mocne, a przy tym lekkie pojazdy, których model już został wybrany, ma ufundować prezydent). Kraków będzie pierwszym miastem, w którym pojawią się rowerowe patrole ratowników medycznych. Projekt ma kilku ojców chrzestnych, wśród nich Krzysztofa Kiełbasę – z wykształcenia elektronika, z zawodu biznesmena, a z pasji ratownika, a także doc. Mikołaja Spodaryka (znany ze społecznikowskiej pasji i nietuzinkowych pomysłów zastępca ordynatora Kliniki Gastroenterologii i Żywienia w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym). Koordynatorem przygotowań został doświadczony pielęgniarz ratunkowy Marek Maślanka, od kilku lat także wykładowca na kursach ratownictwa medycznego.
Od października 2007 roku co dwa tygodnie przez cztery godziny (gościny nieodpłatnie udziela Wydział Ochrony Zdrowia CMUJ) grupa 40 osób intensywnie szkoli swoje umiejętności udzielania pomocy, które wykorzysta później w nietypowych warunkach wąskich uliczek starego miasta: okolic Rynku Głównego, Drogi Królewskiej aż po Wawel, Plant i Kazimierza; a w dalszej perspektywie w Lasku Wolskim – celu wypadów rekreacyjnych krakowian, najczęściej z dziećmi i domowym zwierzyńcem. Po trzystopniowych egzaminach okaże się, ilu młodych ludzi rozpocznie patrole.
Rowerzyści z czerwonym krzyżem na kurtkach, znakiem R² i kwalifikacjami ratowników mogliby też wesprzeć pogotowie ratunkowe (bo mają wspierać, a nie zastępować!) podczas dużych imprez masowych. W ich wyposażeniu znajdą się defibrylatory, respiratory, zestawy do intubacji, wkłucia, które pozwolą podjąć akcję resuscytacyjną, podtrzymać funkcje życiowe osoby poszkodowanej do przyjazdu karetki. Lato ostatnio zaskakuje nas tropikalnymi temperaturami, co w przypadku starszych ludzi skończyć się może omdleniami czy atakami duszności. Te w sumie banalne incydenty trzeba będzie umieć właściwie zinterpretować, odróżnić od zawału i udaru mózgu, w przypadku których przyjazd erki jest nieodzowny, a szansa na przeżycie zależy od fachowej opieki udzielonej w ciągu pierwszych minut.
Projektowi rowerowych patroli sprzyja Małgorzata Popławska, dyrektor Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego, pozostająca pod wrażeniem pasji, z jaką młodzi ludzie zabrali się do dzieła. Ochotnicy rekrutują się głównie spośród studentów ratownictwa medycznego, ale nie brak też przyszłych medyków i pielęgniarek. Oprócz zasad udzielania pierwszej pomocy medycznej mają zajęcia sprawnościowe, treningi szybkiej i bezpiecznej jazdy rowerowej na wąskich i krętych uliczkach starego Krakowa. Próba generalna już wkrótce.
Inicjatorzy projektu nie chcą na tym poprzestać. W planach jest szkolenie ochotników z całej Polski. Liderzy ruchu Krzysztof Kiełbasa i Marek Maślanka wierzą, że zapoczątkowali coś, co się przyjmie, bo jest potrzebne. Po motocyklach i rowerach może będą to quady. W tym roku chcieliby także uruchomić drugi motocykl ratunkowy – niestety, także ufundowany i utrzymywany z prywatnych środków. Chyba że uda im się zarazić swoją ideą ludzi dobrej woli.

Halina Kleszcz