Diagnoza wstępna

Diagnoza wstępna

    Ostatnio w gronie prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie analizowaliśmy przyczynę niskiej frekwencji delegatów na ostatnim zjeździe. Mnie osobiście ta niska frekwencja, szczerze powiedziawszy, mało grzeje, a jeszcze mniej ziębi. Bardziej powinna ona grzać i ziębić kolegów, którzy wybrali swoich reprezentantów, a ci do tego reprezentowania wcale się nie kwapią.

    W społecznej świadomości panuje przekonanie, że ci, których wybraliśmy, muszą załatwić nam wszystko, na czym nam zależy. A gdyby im się przypadkiem nie udało, będziemy mieli winnych naszych osobistych porażek.

    W zasadzie wcale nie dziwi mnie taki stan pojmowania rzeczy. Przecież ludzi oddających się z lubością nieustannej krytyce i kontestacji działań innych są całe rzesze, zaś chcących coś zrobić dla siebie i swojego najbliższego otoczenia można policzyć na palcach u jednej ręki. Również fakt, że izba lekarska jest urzędem, który przejął obowiązki administracji państwowej i wykonuje pracę na rzecz społeczeństwa i członków korporacji zawodowej, nie jest dla mnie ani odkryciem, ani źródłem negatywnych emocji.

    Takie negatywne emocje rozbudzają jednak ci, którym samorząd lekarski kojarzy się tylko z organizacją. A przecież wiadomo, od czego są organizacje! W mniemaniu krytyków powinny załatwiać za nich liczne problemy, m.in. pracę, możliwość specjalizowania się w wymarzonej dziedzinie medycyny, wreszcie wysokie pobory. Oczywiście obowiązkiem tak pojmowanej izby jest też dać gwarancję, że po zrealizowaniu tych poprzednich trzech życzeń będzie stała dozgonnie na straży ich niewzruszonej stałości.

    Jednocześnie na samorząd lekarski sypią się gromy za nieskuteczne rzekomo reprezentowanie interesów społeczeństwa. Nieliczne przypadki niekorzystnych zdarzeń medycznych eksponowane są z cała bezwzględnością i stanowią pożywkę dla pałającej niechęcią do lekarzy zawistnej i krwiożerczej tłuszczy. Obronę naszych interesów przez organy samorządu przedstawia się jako działania iście mafi jne. Cóż z tego, że wyroki sądów korporacyjnych często uniewinniają lekarzy – dla wielu to przecież dowód na istnienie tzw. białej mafii.

    Samorząd lekarski jest potrzebny lekarzom, o czym niezbicie świadczą próby jego likwidacji bądź ograniczenia kompetencji. Walka z korporacjami widniała wszak na sztandarach do niedawna rządzącej partii. Ataki tylko potwierdzają wagę i skuteczność działania izby lekarskiej. Mogą to potwierdzić koleżanki i koledzy, którzy zgłaszali się do niej po pomoc w rozwiązaniu różnych problemów, nie tylko zawodowych.

    Na pytanie, co izba robi dla lekarzy, odpowiadać nie ma sensu .Wystarczy przeczytać kolejne sprawozdania z prac komisji problemowych. Myślę natomiast, że to pytanie warto jednak sobie zadawać podczas zebrań wyborczych w naszych poradniach czy szpitalach. I dodać kolejne: Co zrobili dla nas ci, których wybraliśmy jako swoich delegatów? Mam nadzieję, że odniosą je do siebie nie tylko ci, których koledzy mają prawo rozliczać z ich działalności, ale również wszyscy, którzy dopiero będą się ubiegać o mandat delegata.

a.ciolko@interia.pl, tel. 0 601 28 33 16